Rozdział [ 10 ]

Kolejny monotoniczny dzień w życiu Swaggera właśnie się rozpoczął. Pół nagi chłopak leżąc bokiem na łóżku starał się nie obudzić pod wpływem światła słonecznego, które aktualnie raziło jego oczy przez zamknięte powieki. Przewrócił się na drugi bok i próbując się nie wybić ze snu znalazł sobie wygodną pozycje. Kiedy czuł że znika z realnego świata, nagle usłyszał wołanie.
- Justin?! - krzyknęła Tina chcąc obudzić szatyna.
- Śpię. - burknął pod nosem kładąc sobie na twarzy dłoń.
- Justin wstawaj, nie prześpisz całego dnia, zresztą musisz się mną zająć!
Dziewiętnastolatek otworzył powieki i przekładając się na plecy, po krótkiej chwili, którą poświecił na gapieniu się w sufit poderwał się siadając i przecierając zaspane oczy. Zsunął z siebie kołdrę i powoli wstając skierował się do łazienki, chwycił za swoją szczoteczkę i Tiny nałożył na nie pastę i wlewając wody do jednego kubeczka, wziął go oraz miednicę. Podszedł do kobiety i podał jej wszystko, po czym zaczął chodzić po całym mieszkaniu czyszcząc swoje zęby.
- Zawsze musisz tak łazić, jak myjesz zęby? Zaraz zrobią się dziury w podłodze.
- Myślę, gdy tak chodzę łatwiej mi myśleć.
- Myślisz jak zdobyć nielegalnie pieniądze?
- A co jeśli powiem Ci że nie tylko i wyłącznie o tym myślę.
- Zamieniam się w słuch. - uśmiechnęła się.
- Czy ja powiedziałem że Ci coś powiem? - zdziwił się zatrzymując się i wpatrując w nią.
- Tak oczywiście, duś to w sobie... Albo może ty mi po prostu nie ufasz co? Może myślisz że wstanę i zepsuje Ci to co tam sobie planujesz.
- To nie o to chodzi, wiem po prostu jakie jest twoje zdanie na ten temat, dlatego nie chce z tobą o tym rozmawiać.
Skrzywił się i biorąc od kobiety rzeczy, wrócił się do łazienki, odkładając je na miejsce. Oparł się o zieloną umywalkę i chwile wpatrywał się w nią. Przez jego ciało, przeszedł dziwny prąd, dla niego nie do opisania. Czuł się bardzo dziwnie, miał wrażenie że jest sam, pomimo ciepła jakie dostawał od Tiny przez tyle lat, tak naprawdę odczuwał samotność, a gdy jeszcze do tego był oschły dla jedynej osoby, która przy nim jest, odczuwał podłamanie, które nie dawało mu spokoju. Chwycił się za głowę i spojrzał w lustro, przejechał obiema rękoma po swoich włosach i wziął głęboki wdech.
- Co ty odpierdalasz stary? - zapytał swojego odbicia.
Pokręcił parę razy głową i chwycił za kurek od wanny przekręcając go, zatkał czymś gumowym dziurę i ruszył w stronę salonu. Nie patrząc na razie w oczy brunetce, odsunął stół który stał przed nią i łapiąc ją jedną ręka pod plecy drugą pod kolana, podniósł jej ciało. Nie była ciężka, wręcz przeciwnie, drobna, lekka i wychudzona. Swagger starał się być bardzo delikatny, wszedł do pomieszczenia i posadził Tinę na krześle. Pomału zaczął ją rozbierać, ściągnął z niej koszulę, dresowe spodnie z lekkim trudem i bieliznę. Patrzył jej cały czas w oczy, mając świadomość że to jego opiekunka, nie miał śmiałości patrzeć na jej nagie ciało. Znów ją podniósł i pomału kładąc w ciepłej wodzie sięgnął po gąbkę i smarując jej bladą skórę mydłem zaczął delikatnie myć jej plecy.
- Coś Cię gnębi mój kochany? - uśmiechnęła się.
- Przepraszam, że byłem przed chwilą taki oschły.
- Przyzwyczaiłam się, więc przyjmuję twoje przeprosiny. - uśmiechnęła się jeszcze szerzej wpatrując się w chłopaka, który wstał i opierając się o brązową szafkę, chwycił za pudełko papierosów leżących na niej i wyciągając jednego, włożył go do buzi i szybkim ruchem zapalił go.
- Nadal liczysz na to że coś Ci powiem prawda? - rzucił zaciągając się i po chwili wypuszczając dym.
- No cóż nie chcesz to nie mów i niech Cię to dręczy do końca życia, a tak gdybyś mi powiedział to może bym Ci pomogła. Tak w ogóle mówiłam Ci żebyś nie palił. - odparła zniżając ton.
Justin słysząc to o paleniu, przez chwilę wpatrywał się w kobietę, ona pokazała ruchem ręki by go zgasił. Akurat wtedy kiedy chciało mu się tak cholernie palić, tak aż go coś w środku skręcało. Niechętnie wrzucił papierosa do umywalki i zalał go wodą.
- Dowiedziałem się że mogę zdobyć pewną dużą sumkę.
- Za pewną dużą sumką kryje się ile dokładnie?
- Jakieś... Sto tysięcy dolarów.
- Sto tysięcy dolarów?! Tak dużo? Eh oczywiście miałam racje co do tego nielegalnego zarabiania.
- Mogłoby to wystarczyć na naszą przyszłość, a przede wszystkim na twoją operację. Może mogłabyś chodzić, a w najgorszym wypadku, kupiłbym Ci taki wózek co się nim steruje i mogłabyś jeździć gdzie chcesz.
Tina spojrzała na chłopaka, z dość poirytowaną miną, chciała najwyraźniej dać mu nią do zrozumienia, iż to co właśnie mówi w pewien sposób nie ma dla niej znaczenia, a gdy szatyn skończył swoją wypowiedź przewróciła oczami.
- Justin, ale ja nie chce żadnej operacji. Chce żebyś coś zrobił ze swoją i tylko swoja przyszłością, może pójdziesz na studia? Myślałeś o dalszym kształceniu się? Przecież pozdawałeś szkoły, może z lekką trudnością, ale udało Ci się. Mi jest dobrze tak jak teraz jest, owszem czasem ponarzekam, ale to tak tylko żebyś o mnie nie zapomniał i zajął się mną. - zaśmiała się. - Wiesz że jestem upierdliwa.
Swagger uśmiechnął się i wypuszczając wodę zaczął spłukiwać mydło z jej ciała. Kiedy wanna była pusta, złapał za ręcznik, pomału wycierając Tinę, otulił ją w niego i podnosząc, przeniósł do salonu. Położył ją na sofie, po czym podszedł do jakiejś szafy i wyciągnął z niej rzeczy kobiety. Pomógł jej się ubrać. Pomału zakładając na nią jej ciuchy, patrzył się w jej rozpromienione oczy, a w jego głowie tworzyła się wizja, w której Tina znów może swobodnie się poruszać.
- Jednak te sto tysięcy spokojnie wystarczyłoby na moją przyszłość i twoją.
- Jesteś strasznie uparty i pewnie świadomy, że nie jestem zadowolona z tego powodu iż w taki sposób chcesz zdobyć te pieniądze.
- W jaki sposób? - zdziwił się ponieważ nie wspomniał przy niej jak może zdobyć tą sumę.
- W nielegalny Justin, nie wiem jaki, ale wiem że nielegalnie zarobisz te pieniądze, znam Cię zbyt dobrze.
- Możesz przestać wypominać mi w jaki sposób będę miał tą forsę? Najbardziej istotne jest chyba tutaj to że będę ją miał...
Po tych słowach skierował się do swojego pokoju i huknął drzwiami tak mocno, że aż brunetka się wzdrygnęła. Tina posmutniała, już nie miała pojęcia co z nim robić, jak przemówić mu do rozsądku, martwiła się, iż pewnego dnia coś mu się stanie, nie chodziło jej o to że wtedy zostanie sama i nikt nie będzie się nią opiekował, lecz bała się o jego życie jego przyszłość. Justin jest młody i tyle jeszcze może osiągnąć, jednak on ma własne przekonania i uparcie się ich trzyma. Bieber siedzący na łóżku w swoim pokoju, znów starał się zwalczyć gniew jaki w sobie dusił. Położył się i zamknął oczy. Pomimo swojego łobuzerskiego charakteru lubił mieć spokój i cenił chwile, kiedy miał ciszę i nikt mu nie przeszkadzał w głębokim rozmyślaniu.
                    Jak każdego ranka, Destiny prędko zwlekła się z łóżka i wparowała do łazienki. Nałożyła pastę na szczoteczkę i wkładając ją do buzi wróciła do pokoju. Otworzyła wielką szafę i zaczęła szukać w niej jakieś sportowe ciuchy, przegrzebując ją nagle rzeczy po prostu z niej wypadły. Johnson odsunęła się i spojrzała na bałagan. Jednak dzięki temu udało jej się coś znaleźć. Ściągnęła piżamę i założyła na siebie bokserkę oraz leginsy. Kiedy poczuła, że pasta zaczyna wypalać jej jamę ustną szybko podbiegła do umywalki i wypluła ją do niej. Odkręciła kurek, złapała za kubek i nalewając do niego wody, przepłukała piekące usta. Czuła się strasznie rozkojarzona, w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że przyczyną tego nie jest nikt inny jak nowo poznany chłopak. Miała nadzieje, że dziś znów na niego wpadnie. Zerknęła na zegarek, dochodziła godzina, o której wczoraj się spotkali. Wyszła z pokoju i zbiegła na dół, od razu ruszyła w stronę drzwi wyjściowych, zakładając buty omal co się nie zabiła.
- A śniadanie? - krzyknął Henry.
- Przecież wiesz, że dopiero po bieganiu. - odparła trzaskając za sobą drzwiami.
Biegła bardzo szybko rozglądając się na wszystkie strony, licząc na to że zaraz go zobaczy. Z drugiej strony wydawało jej się to dość dziwne, bo czemu tak ją cięgnie do chłopaka, którego praktycznie nie zna i jej przyjaciółka tak bardzo go nienawidzi. Po paru minutach robienia sobie nadziei, usiadła pod jakimś drzewem i opierając się o nie zaczęła ciężko dyszeć. Po raz pierwszy poczuła się tak źle, na szczęście po chwili udało jej się uspokoić oddech.
                    Kilkanaście kilometrów od domu Des, More razem ze znajomymi, przejeżdżała przez ulice Nowego Jorku na swoim ukochanym motorze. Oprócz tańca jej drugą miłością była szybka jazda na Morisonie. Uwielbiała niebezpieczną szybkość, udowadniała to wiele razy na nielegalnych wyścigach, które odbywały się dość często. Właśnie wtedy otrzymała smsa z datą, godziną i miejscem kolejnych, w których można było wygrać jak zwykle niezłą kwotę. Wyciągnęła komórkę z kieszeni i spojrzała na ekran telefonu, czytając smsa zwolniła, a po chwili się zatrzymała.
- Shane! - krzyknęła i zagestykulowała by mężczyzna się zatrzymał.
Shane tak też zrobił słysząc jej wołanie i widząc jej machającą rękę w lusterku, zatrzymał się, po czym reszta zrobiła to samo kiedy zorientowali się że przyjaciele za nimi nie jadą.
- Jedziecie? - zapytał jeden ze znajomych.
- Jedźcie, dogonimy was! - odparł Shane podchodząc do More. - Co tam masz mała?
- Sto tysięcy za wygrany wyścig. Tylko nie wiem kto do mnie napisał, organizator jest anonimowy.
- Nieważne kto, ważne że jest kasa którą trzeba zdobyć, mam nadzieje że w to wchodzisz?
- Jasne, ja bym nie angażowała się w wyścig? Tylko, że tu jest napisane o wyścigach samochodowych, więc Morison się nie wykaże.
- To chyba nie problem dla ciebie co? Wóz Ci załatwię, zresztą sobie chyba poradzisz.
- Jeśli załatwisz mi furę to oczywiście że pojadę. - zaśmiała się.
- Może wzięłabyś ze sobą Destiny i pokazała jej jak się bawisz?
- Zwariowałeś? Ona raczej nie jest zwolenniczką szybkich jazd. - odparła krzywiąc się na to co powiedział Shane.
- To ją przekonaj, tylko bądźcie ostrożne. - uśmiechną się i wsiadając na swój motor ruszył zostawiając Roxy.
Dziewczyna spojrzała jeszcze raz na smsa i wsiadając na swój pojazd ruszyła w przeciwną stronę, prosto w kierunku miejsca zamieszkania Johnson. Jadąc do niej, nie była pewna czy zabieranie jej tam będzie dobrym pomysłem, jednak może dzięki temu blondynka znajdzie sobie inne zainteresowanie od tego co ma teraz, a mianowicie aktualnie jest nim niestety Swagger. More nie była głupia, wiedziała jak ten chłopak działa i do czego jest zdolny, zresztą przekonała się o tym na własnej skórze. Brunetka przypomniała sobie, że na widok Morisona ojciec Des mógłby mieć jakieś podejrzenia dlatego pojechała okrężną drogą. Nagle Johnson usłyszała nadjeżdżający motor, co od razu ją poderwało na równe nogi. Kiedy zorientowała się, że pojazd się zatrzymał wyjrzała zza drzewa i zobaczyła Roxanę schodzącą z niego i kierującą się w stronę jej domu.
- Roxana? - zdziwiła się Des wychodząc zza drzewa.
- Destiny, właśnie szłam do ciebie, jak widzisz specjalnie zaparkowałam daleko od twojego domu, żeby nikt nie pomyślał że jeździsz motorami.
- Dzięki... Co ty tu robisz?
- Chciałam z tobą pogadać i zapytać się czy masz dziś wolny wieczór, bo...
- Nie mogłaś zadzwonić? - zdziwiła się niebieskooka.
- Przejeżdżałam niedaleko ciebie więc myślałam, że wpadnę. Jak widzę ćwiczysz, bardzo dobrze, może wyćwiczysz coś do ulicznych walk tanecznych.
- Ulicznych walk?
- Tak czasem są organizowane, zawsze mamy drugie lub trzecie miejsce... Jednak nie przyjechałam tu w tej sprawie, a mianowicie, Shane uważa że powinnam Cię coraz bardziej wkręcać w naszą paczkę. Więc co ty na to żeby wyrwać się dziś wieczorem i popatrzeć jak twoja przyjaciółka wygrywa sto tysięcy. - wyszczerzyła się.
- W jaki sposób chcesz wygrać tą kasę?
- Nie wiem czy Ci się to spodoba, ale... W nielegalnych wyścigach samochodowych, zero zasada, tylko ważne żeby po trasie i do celu.
- Ok, pojadę Ci kibicować jeśli zawieziesz mnie teraz na Fox Street.
- Szantaż? Słuchaj nie zawiozę Cię tam bo wiem dlaczego chcesz tam jechać, nie masz szans.
- Po prostu zawieź mnie tam, a wieczorem pojedziemy razem na ten wyścig.
- Tak, zawiozę Cię tam, a wieczorem będę szukać twojego ciała, zamiast startować z wyścigu, w którym mogę wygrać dużo kasy. Po moim trupie, nie przyczynię się do niczego co jest związane z tym idiotą.
- Skąd wiesz, że chce się akurat z nim spotkać?
- Ohh czy ja wyglądam Ci na idiotkę? Ciągnie Cię do niego to fakt, ma fajną brykę i motor i ma kasę to fakt, ale zbyt dobrze go znam, żeby pozwolić Ci na zmarnowanie sobie przez niego życia. Ciesz się że mi zależy, bo rzadko kiedy mi zależy.
                    Spokojny już Swagger wygodnie leżał sobie w swoim pokoju. Wpatrując się w sufit oraz wsłuchując w Nowojorskie życie jakie tętniło za jego oknem, nie miał zamiaru wchodzić dziś już z tego stanu. Jednak wibracje komórki przerwały mu wypoczynek, na początku nie reagował na irytujący go dźwięk i zakrył głowę poduszką, jednakże po jakiś pięciu minutach ciągłego dzwonienia, Justin miał już dosyć, sięgnął po telefon i powolnym ruchem odbierając przysunął go do ucha.
- Halo?
- Siema Swagger tu Mike, jest sprawa.
- Może później, teraz próbuję się zrelaksować, pomyśleć nad moim nędznym życiem i zginąć w otchłani ciemności mojego umysłu.
- Stary powiem Ci że bardzo kreatywnie. - powiedział ironicznie. - Ale myślę że to co mam Ci do przekazania jest bardziej interesujące niż to nad czym teraz chciałeś sobie podumać.



Od autorki: Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, ale przez szkołę mam mniejszy dostęp do kompa i jeszcze doszedł do tego brak weny. Mam nadzieje że podoba wam się ten rozdział, nie ma jeszcze tutaj zbyt dużej akcji, ale obiecuje że już wkrótce zacznie się dziać. 


CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli już przeczytałaś/eś rozdział, proszę zostaw w komentarzu swoją opinię :)

Rozdział [ 9 ]

Czekając aż woda się zagotuje, bez ruchu stał wpatrując się swoimi brązowymi tęczówkami w huśtający się naszyjnik, który był zaplatany w jego palce, tkwił jakby w transie lub hipnozie spowodowanej właśnie tym maleństwem trzymanym w ręce. Nagle usłyszał dziwne krząkanie, była to Tina próbująca zwrócić na siebie uwagę. Widząc że chłopak coś ogląda chciała się dowiedzieć co to takiego.
- Co tam trzymasz? - zapytała z ciekawością.
- Nic takiego. - powiedział chowając od razu łańcuszek do kieszeni.
Obrócił się i chwytając po czajnik wylał z niego wodę wprost do kubka z zupką, sięgnął po łyżkę i dokładnie mieszając zawartość, ostrożnie gdyż było gorące, zaczął zmierzać w kierunku opiekunki. Podszedł do niej, a kiedy chciał położyć kubek na stole poczuł jak, ręką kobiety grzebie w jego kieszeni, szybko odłożył gorące naczynie i uderzył w kieszeń, która była już pusta. Brunetka zdążyła wyciągnąć jego zdobycz i zaczęła ją oglądać. Otworzyła wisiorek i jakąś chwilę przyglądała się zdjęciu na którym była matka Destiny.
- Skąd to masz? Gwizdnąłeś komuś? - zaśmiała się trochę kpiąco.
- Znalazłem.
- Akurat. - przymknęła jedno oko. - A tu mi czołg jedzie. - odparła naciągając palcem dolną powiekę.
- Powiedzmy że wpadło mi samo do rąk. - uśmiechnął się licząc na to że Tina da mu spokój.
- Tak samo Ci wpadło? No proszę tak bardzo wszystko i wszystkich do ciebie ciągnie, tylko pozazdrościć.
- Ta, możesz mi to oddać?
- A może to twoja dziewczyna hm? - zerknęła jeszcze raz na zdjęcie. - Co prawda wygląda jakby była starsza od ciebie, ale wiek nie gra roli prawda? - zaczęła poruszać dziwnie brwiami.
Justin popatrzył się na nią dość dziwnie i tak samo się poczuł. Nigdy nie mówił jej o tym, że gdy ma czas wolny umawia się z kimś co jest równoznaczne z zabawianiem się, a Tina aktualnie zachowywała się jakby wiedziała dokładnie wszystko. Jej spojrzenie dawało Bieberowi do zrozumienia, że pomimo iż jest schorowana ma wtyki i wie bardzo dużo.
- Ja nie mam dziewczyny, to nie dla mnie.
- Oczywiście, wolisz przelotne znajomości i przyjemności. Masz dziewiętnaście lat, jesteś coraz starszy, a to oznacza że powinieneś się powoli ustatkowywać. Dziewczyna, potem ślub i dzieci. Myślałeś kiedyś o tym? Chciałabym zobaczyć swoje wnuki, jeśli oczywiście będzie mi dane.
- To nie dla mnie, zresztą nie jesteś moją matką więc...
- Ja nie mogłam mieć swoich dzieci. - przerwała mu. - A że napatoczyłeś się ty i wychowywałam Cie od małego, traktuję Cię jak własnego syna, niestety podałeś się na swojego przybranego ojca.
- Nie porównuj mnie do tego skurwysyna. - powiedział zaciskając pięści ze złości.
- To też człowiek, co prawda nie zbyt dobry tak jak to ująłeś w dość mocny sposób, ale to też człowiek.
- Nazywasz człowiekiem kogoś kto zabrał Ci wszystko, zostawił z powodu choroby i tak po prostu przestał kochać? To potwór w ludzkiej skórze, bawił się tobą...
Szatyn obrócił głowę w lewą stronę lekko ją spuszczając, właśnie wtedy dotarło do niego że brunetka miała całkowitą racje. Oczywiście nie był w stanie jej tego przyznać jego duma mu na to nie pozwalała. Jednak to była prawda dziewiętnastolatek z czasem stał się taki sam jak Alex czyli chłopak Tiny, a jego przybrany ojciec, jeśli w ogóle mógł go tak nazywać, bo człowieka który widział w Justinie tylko i wyłącznie małego gówniarza ciężko nazywać ojcem, kogoś kto powinien być przykładem. Nagle chłopak poczuł ucisk na sercu, przypomniało mu się jak porównał Des do jej ojca, zrozumiał już dlaczego tak ją to uraziło. Jednakże już po chwili ból spowodowany tą sytuacją zniknął, tak jakby Swagger, który w nim był domagał się, aby Justin przestał tak dużo myśleć o czymś co nie sprawia mu przyjemności. Walka która często się w nim rozgrywała o rządzę bycia najlepszym, a zdrowym rozsądkiem, wygrywało to pierwsze. Nachylił się nad kobieta i wyrwał jej z rąk naszyjnik, schował go i ostatni raz patrząc na nią wyszedł z mieszkania, zamykając drzwi. Zbiegł szybko po schodach i wybiegając na ulicę wmieszał się w tłum. Robiło się coraz ciemniej i później, pomimo to Nowy York coraz bardziej tętniła życiem. Brązowooki postanowił wyżyć się trochę po nieudanych zalotach i wpaść do Jeremiego na mały trening. Po paru minutach był już na miejscu. Wszedł do piwnicy, a gdy był już na dole oparł się o ścianę przyglądając się jak Jer trenuje kolejnego młodego zawodnika.
- Jeszcze taki stary nie jestem, nie potrzebuje zastępstwa. - zażartował Swagger wpatrując się w małego, który walił z całej siły w worek treningowy.
- Bieber. - zaśmiał się Jeremy. - Raczyłeś przyjść, a co do tego młodego... - roześmiał się jeszcze bardziej. - To możliwe że za niedługo zacznie Cię zastępować, jeśli stracisz formę.
- Oh nie przesadzajmy, miałem i mam małe plany co wiąże się z tym że mam mało czasu, ale jestem wciąż w formie.
- Dobrze to słyszeć, w końcu za niedługo zaczną się walki.
- Wiesz że jeśli są mało opłacalne to jest tylko marnowanie moich sił.
- Sto patoli może być? - zaczął ruszać brwiami.
- Sto tysięcy dolarów? - podniósł do góry głowę odczuwając wielkie zainteresowanie informacją jaką właśnie usłyszał. - To musi być nie byle jaka walka, nie byle z kim. Tyle kasy wystarczyłoby na operacje dla Tiny i nie tylko. Kiedy ta walka?
- Jeszcze sporo czasu, jednak musisz ćwiczyć jeśli chcesz wygrać, przeciwnicy na pewno będą bezwzględni.
- W końcu może będę miał szanse walczyć z kimś na moim poziomie.
- Dobra jest pewność siebie, jednak nie przesadzaj, ona kiedyś może Cię zgubić. - odparł trener.
- Spoko, poradzę sobie. - rzucił podchodząc do młodego. - A teraz patrz na mistrza. - uśmiechnął się i zaczął okładać worek treningowy.
                    Przez ulice innej części miasta czerwony motor mknął ulicą w stronę domu Des, która wiedział że jeśli ojciec zobaczy że wróciła na motorze zabije ją oczywiście niedosłownie. Dlatego też gdy Roxana dojeżdżała do ulicy na której mieszkała Johnson, kazała jej się zatrzymać na skrzyżowaniu, parę budynków od jej domu.
- Zatrzymaj się, nie chce żeby, mój ojciec widział mnie na motorze.
More podjechała pod inny dom i zatrzymała się czekając aż blondynka zejdzie z jej maszyny. Kiedy Destany myślała że Roxy po prostu odjedzie, zdziwiła się gdy ta kazała jej poczekać.
- Możemy pogadać? - rzuciła brunetka schodząc z motoru.
- Ok, o czym chcesz rozmawiać? - zapytała niechętnie wiedząc że rozmowa będzie miała związek z Justinem.
- Po jaką cholerę byłaś u niego w tym burdelu?! - powiedziała unosząc ton.
- Co Cię to interesuje? Jeśli się nie mylę masz gdzieś co robię, gdzie jestem i z kim. – spojrzała na nią. – Myślisz że ja nie wiem że mnie nienawidzisz za to że jestem w waszej drużynie.
- To nie tak, może jestem dla ciebie czasem… - zerknęła na Des która zaczęła marszczyć czoło w skutek czego More od razu się poprawiła. – Ok, jestem dość często niemiła, ale to nie znaczy że tak naprawdę Cię nie lubię. Szczerze to nawet dobrze że się pojawiłaś, byłam jedyną dziewczyną w tej całej bandzie, nie miałam do kogo mordy otworzyć. Okazałaś się kimś innym niż tym kim zakładałam że jesteś, przepraszam. Ale wróćmy do tematu, Swagger to istne zło, zapoznawanie się z nim pff a co dopiero zadawanie, może skończyć się nawet śmiercią.
- Skąd to wszystko wiesz? – spytała zdziwiona Johnson.
- Trochę miałam z nim do czynienia, długa historia, może kiedyś Ci opowiem bo teraz nie jestem w humorze zbyt dużo jest tam bólu. Destiny, aż dziwne że to powiem… Ale jako twoja przyjaciółka, tak dobrze słyszałaś twoja przyjaciółka, radzę Ci trzymaj się z daleka od tego popierdolonego człowieka, on nie ma żadnych zasad. Dla niego liczy się tylko kasa, panienki i dobra zabawa, on nie ma serca w którym mógłby kogoś umieścić, on tylko Cię zwodzi w nadziei że dasz mu dupy.
- Może i jest zły. – powiedziała przypominając sobie kiedy Bieber był oschły dla niej. – Albo może po prostu w nim kryć się osoba, która potrzebuje zrozumienia, a że nikt mu tego nie może zaoferować, to chce w jakiś sposób sobie to wynagrodzić, nie jest to najlepsze wyjście, ale pewnie czuje się zagubiony. Nie chce oceniać go po okładce, tak jak ty zrobiłaś to ze mną, chce go poznać. Przez całe moje dotychczasowe życie ukrywałam się przed światem, musiałam być ostrożna i uważać, ale ja tak nie chce, chce żyć naprawdę.
- W takim razie zrobisz co będziesz chciała, wiedz że jestem temu przeciwna, lecz nie mogę kierować tobą i twoim życiem, ale musisz obiecać mi że będziesz ostrożna chociaż trochę.
- Obiecuje. – uśmiechnęła się. – Ja będę lecieć, dzięki że po mnie przyjechałaś.
- Spoko wolałam się upewnić czy ten idiota nie robi Ci krzywdy.
Osiemnastolatka ruszyła do swojego domu, a More wsiadając na motor odjechała kierując się stronę Manhattanu. Des chciała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju, była wykończona i głodna. Przyspieszyła kroku i podbiegając pod bramkę otworzyła ją, weszła na posesję i zapukała do drzwi. Kiedy drzwi się otworzyły liczyła że zobaczy w nich lokaja, jednak zamiast jego stanął przed nią umięśniony, łysy mężczyzna, o wiele większy i z wyrazem twarzy jakby chciał kogoś pobić. Bezwładnie jej dolna szczęka się otworzyła, a jej niebieskie oczy poszerzyły.
- Przepraszam kim pan jest?
- A pani kim jest i czego chce?
- Zadałam pierwsza pytanie, tato?! - krzyknęła próbując wejść do domu jednak drogę blokował jej ten wielki łysol.
- Destiny? Wróciła do domu? - zapytał Rick.
- Tato kim jest ten mężczyzna?
- To Angelo Shapiro, nasz ochroniarz, zasadniczo mój, ale wystarczająco dużo mu płacę żeby chronił też i ciebie.
- Jesteś włochem? - zapytała blondynka.
- Pół włoch pół amerykanin. Mam rozumieć że to pańska córka? - zwrócił się do ojca Des.
- Tato po co nam ochroniarz do cholery? - zdziwiła się wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi.
- Uważaj na słowa… Najbogatszy biznesmen, to znaczy ja, musi mieć ochronę, wiesz tak na wszelki wypadek. Bądź dla niego miła, może się nawet z nim zaprzyjaźnisz.
Dziewczyna spojrzała na Angelo, po czym zaczęła kręcić głową, co miało znaczyć że są małe szanse na zaprzyjaźnienie się z kimś tak strasznym jak on. Chociaż z drugiej strony, skoro Roxana miała takie złe zdanie o Swagerze, a i tak Johnson dała mu szansę to czemu Shapiro nie miałby jej dostać.
- Jestem Destiny Hope Johnson. - odparła podając mu rękę i zamykając oczy bojąc się że jej ręka może nie przeżyć.
- Angelo Shapiro, bardzo mi miło poznać tak piękną i wredną osóbkę. - uśmiechnął się delikatnie chwytając jej dłoń i lekko ściskając.
Niebieskooka spojrzawszy na swoją dłoń uśmiechnęła się do mężczyzny, w głębi duszy dziwiła się że potrafił być tak ostrożny i panował nad swoimi umięśnionymi rękoma.
- Wiesz Shapiro wydajesz się całkiem w porządku jak na ochroniarza. Zazwyczaj trafiałam na chamskich i bez poczucia humoru.
- Ja nie jestem taki jak inni. - zaśmiał się głośno.
Chwilę później po krótkiej rozmowie Des znalazła się w kuchni, wyczuła że Henry coś gotuje, podeszła do niego i zaczęła zaglądać mu do garów, czego staruszek nienawidził. Jednak blondynce tak doskwierał głód że nie mogła wytrzymać aby spróbować tego co przygotowywał na kolacje. Kręcąc się po pomieszczeniu zaczęła irytować lokaja, więc ten poprosił ja żeby usiadł, a jeśli go nie posłucha nic nie dostanie. Johnson zaczęła się śmiać, ale po chwili gdy dotarło do niej że Henry nie żartuje, grzecznie usiadł przy stole czekając aż jedzenie zostanie podane.
                    Krople potu spływały z czoła chłopaka, który z całych swoich sił uderzał w tarcze trzymane przez Jera. Jak zwykle nie oszczędzał się i nawet gdy czuł zmęczenie dalej trenował.
- Nie masz już dość chłopie?
Jednak Swagger się nie odezwał skupiony na okładaniu tarczy myślami był gdzie indziej. W jego głowie była ona i dzisiejsza sytuacja z More, zastanawiał się czy brunetka nie przeszkodzi mu w tym co chce osiągnąć. Z drugiej strony będąc świadomym że może wygrać sto tysięcy dolarów, może powinien odpuścić. Nie minęło kilka sekund, a ten głupi pomysł wywiał mu z głowy. Co jeśli przegra i nie zdobędzie tej kasy? Musi ją mieć więc na wszelki wypadek Johnson będzie jego zabezpieczeniem.
- Jeremy mam pytanie, bo wiesz stary nigdy mi o sobie wiele nie mówiłeś, a chciałbym wiedzieć coś o swoim trenerze. Tak po prostu dowiedzieć się parę rzeczy.
Tak naprawdę Justin miał nadzieje dowiedzieć się jak to jest mieć rodzinę i normalne życie, ponieważ swoje uważał za dość nietypowe. Mężczyzna spojrzał na niego ze zdziwieniem, w szczególności że nigdy Biebera nie interesowali inni. Wyprostował się i rzucił tarcze gdzieś w kąt.
- Wiesz moje życie nie było, nie jest i nie będzie ciekawe, więc nawet nie mam Ci co opowiadać.
- No stary daj spokój, cokolwiek? Parę informacji z twojego życia może zmieni moje. - wyszczerzył się myśląc że to mu cos da.
- Zmieni twoje? Żartujesz sobie? Zresztą udawanie miłego Ci w niczym nie pomoże, nic Ci nie powiem, nie musisz wszystkiego wiedzieć, czasem gdy człowiek wie za dużo ma niespokojny sen. Moje ostanie słowo to nie, zrozum młody. - odparł starając się go przekonać aby odpuścił.
- Ta chciałem tylko trochę informacji ale ok, ok nie ważne, zapomnij że pytałem nie chcesz mówić, spoko... - powiedział poirytowany. - Spadam stąd…
Kiedy szatyn wychodził z piwnicy, Jeremy podszedł do biurka na którym stało zdjęcie kobiety, podniósł je i spojrzał na nie, a potem na wychodzącego chłopaka, wyraźnie na jego twarzy wymalowany był smutek. Jego historia, jego życie, wspomnienia które przez Swaggera powróciły na pewno nie było tym co Justin chciał usłyszeć. Wkurzony dziewiętnastolatek ruszył w kierunku budynku w którym mieszkał. Mijając ludzi i patrząc się na ich twarze, docierało do niego że każdy z nich ma swoją historię, powoli uświadamiał sobie, że większość z nich wiedzie lepsze życie niż on i duma która rozpierała go z jego czynów, powinna być raczej wstydem. W pewnym momencie zauważył, że niektóre osoby bacznie się mu przyglądają, jakby z góry. Zamknął na sekundę oczy aby otrząsnąć się z przemyśleń. Tak tez się stało kiedy wziął głęboki wdech i wparował do budynku ginąc w ciemnościach klatki. Szybko wyszedł na górę i wszedł do mieszkania. Zamknął cicho drzwi i podszedł do sofy na której leżała Tina. Uśmiechnął się do siebie widząc jak kobieta z otwartą buzią śpi jak zabita. Wziął kubek i zaniósł go do kuchni, potem na chwilę wrócił, chwycił za koc i nakrył nim brunetkę. Ta tylko przymknęła usta i wtuliła się w ciepły i miękki materiał. Chwilę później Bieber zgasił światło, skierował się do pomieszczenia gdzie znajdował się jego pokój, a w nim stara szafa i łóżko na którym usiadł. Przez chwilę patrzył się przez okno przez które było widać różne kolorowe światła, zazwyczaj wpatrując się w nie po pewnym czasie usypiał, tak było i dziś, kiedy poczuł że zmęczenie go dopada ściągnął koszulkę i położył się spać.





Od autorki: No i mamy 9, mam nadzieje że wam się podoba. Rozdziały postaram się teraz dodawać regularnie, w każdą sobotę najpóźniej niedzielę. Pojawił się nowy bohater ochroniarz Angelo. Czy na pewno jest w porządku? Czy może uprzykrzy życie Destiny? Czy poznawanie Swaggera nie okaże się dla Johnson złą decyzją? Wszystkiego dowiecie się czytając następne rozdziały.
Mój blog został dodany na justinbieberfanfictionpl :)


 20 komentarzy = NN
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli już przeczytałaś/eś rozdział, proszę zostaw w komentarzu swoją opinię :)

Rozdział [ 8 ]

- Wysiadaj z auta. - powiedział stanowczo. - Słyszałaś co powiedziałem?
Destiny usłyszała jak drzwi się odblokowują, przełknęła nerwowo ślinę i cały czas wpatrując się z przerażeniem na chłopaka, chwyciła niepewnie za klamkę.
- Mówiłeś że tu jest niebezpiecznie, nie wyjdę tam, nie ma mowy żebym wyszła.
Kiedy Swagger i Destiny sprzeczali się w aucie, w białym domu przed którym stali siedział dobry przyjaciel Justina, Michael. Leżąc na rozwalającym się łóżku razem z dwoma laskami i paląc kolejnego papierosa, zaciągał się mocno i wypuszczał dym z płuc bardzo powoli. Dziewczyny przejeżdżały swoimi dłońmi po nagim i wyrzeźbionym torsie chłopaka. W pewnym momencie przez otwarte okno usłyszał niepokojące go odgłosy kłótni, zgasił peta w popielniczce i poderwał się na równe nogi, wyjrzał za okno i zobaczył nieznany mu wcześniej pojazd, przymrużył oczy i od razu chwycił za pistolet który leżał na stole, załadował go i karząc na siebie czekać dwóm brunetkom wybiegł z pokoju, zbiegł na dół i wychodząc z domu skierował się prosto w stronę pojazdu, wyciągnął rękę z bronią do przodu i przyłożył ją do szyby, równoznaczni celując w głowę Biebera. Szyby auta były lekko przyciemniane przez co Jones nie wiedział że jest to jego kumpel, w pewnej chwili Des zauważyła, że ktoś stoi przy aucie i celuje w Swaggera od razu przeraźliwe krzyknęła, kiedy szatyn spojrzał na nią ze zdziwieniem, zorientował się, że dziewczyna ze strachem w oczach wpatruje się w coś, a raczej w kogoś za nim. Brązowooki pokręcił parę razy głową i się uśmiechnął.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie wiem, ktoś trzyma przy szybie pistolet to normalne? - odparła kpiąco drżącym głosem.
Uśmiech chłopaka poszerzył się jeszcze bardziej, powoli obracając głowę i naciskając przycisk otwierający szybę zerknął na przyjaciela, który opuścił od razu rękę.
- Ostrożności nigdy za wiele co? - zapytał Jonesa który od razu chowając do kieszeni spluwę przywitał się z przyjacielem.
- Stary mogłem Ci przestrzelić łeb, następnym razem informuj mnie, a nie podjeżdżaj nową skra... - przerwał widząc znaki które dawał mu Justin by zrozumiał że nie jest sam. - Swaggerską furą bo wiesz, że różni się tu kręcą.
- Wybacz mi to zaniedbanie, zupełnie zapominałem Ci poinformować że kupiłem nowy wózek. - przerzucił wzrok na Destiny. - Teraz już się nie boisz wyjść?
Blondynka mocno zdezorientowana nie rozumiała co się tu dzieje, przed chwilą dość ostro kłóciła się z szatynem, a teraz w najlepsze śmieje się razem ze swoim kumplem. Pomimo wszystko dalej bała się wyjść. Nie ufała mu, przynajmniej nie była pewna czy może mu zaufać, na razie nic na to nie wskazywało.
- Miło by było gdybyś wysiadł i mi otworzył drzwi.
Swaggerowi zbledła mina kiedy usłyszał to co przed chwileczką powiedziała niebieskooka, zaczął zdawać sobie sprawę z kim ma do czynienia, chociaż nie były to jego klimaty jeśli chodzi o laski, nie miał zamiaru się poddać, choćby nie wiadomo jak była ułożona, wiedział że jest w stanie ją zmienić i nic mu w tym nie przeszkodzi.
- Jeśli sprawi Ci to przyjemność to mi również. - powiedział drwiąco. - Jednak wolę inne przyjemności. - wymruczał pod nosem w kierunku Michaela tak by osiemnastolatka nic nie usłyszała.
Wysiadł z auta, obszedł je, chwycił za klamkę otwierając drzwi od strony pasażera i czekał aż dziewczyna opuści jego nowe auto. Johnson stanęła tuż przy nim, nie czuła się zbyt pewne więc wolała nie ryzykować.
- Dziękuję bardzo, trochę manier Ci nie zaszkodzi. - uśmiechnęła się zadziornie.
Justin trzasnął drzwiami, a że nie posiadał kluczy tylko odpalał auto poprzez łączenie kabli nie zamknął go. Ruszył w kierunku domu, a zaraz za nim Des i Mike. Bieber wszedł do środka i skierował się od razu do swojego biura jak on to miał zwyczaj nazywać, chociaż wcale tego biura to pomieszczenie nie przypominało. Obdarte i popękane ściany, rozwalający się stolik na środku i parę krzeseł oraz sofa na której usiadł. Blondynka stanęła w drzwiach i zaczęła rozglądać się po pokoju. Miała mieszane uczucia, czuła się jak w jakimś burdelu, w szczególności, że słyszała te dwie brunetki miziające się z kumplem Swaggera.
- Będziesz tak stać czy usiądziesz?
Johnson spojrzała na chłopaka i niepewnie podeszła do niego siadając przy nim, wtedy ten chwycił za paczkę papierosów leżącą na stole, wyciągnął jednego, rzucił resztę na swoje miejsce i łapiąc za zapalniczkę i odpalając ją zapalił go. Zaciągnął się porządnie i po chwili wypuścił dym spoglądając na piękną dziewczynę siedząca obok niego. Położył jedną rękę za jej głowa opierając ja o sofę, a w drugiej trzymał papierosa podpalając go co chwilę.
- Jesteś tak trochę jakby spięta, chcesz zapalić?
- Nie palę, to szkodzi zdrowiu.
- I tak umrzesz więc co Ci ma zaszkodzić? - przekonywał ją. - Powinnaś czerpać z życia.
- Ale przynajmniej pożyje dłużej niż ty.
- Nigdy nic nie wiadomo. - odparł zaciągając się po raz kolejny.
- Sugerujesz coś? - odsunęła się od niego.
- Jeszcze nie przeprosiłaś mnie za nazwanie mnie zwykłym zapatrzonym w siebie dupkiem. - rzucił wydmuchując w jej twarz dym. - Czekam na to, przeprosiny przyjmuję w praktycznie każdym miłym sposobie.
Niebieskooka krztusząc się tym bardziej nie miałam zamiaru przepraszać za coś co jest prawdą, skrzywiła się tylko i po chwili sztucznie uśmiechnęła by pokazać że nie ma zamiaru tego robić. Dziewiętnastolatek był dziwnie szczęśliwy, co chwile pokazywał swoje białe zęby i wpatrywał się w Des, która wyłapując jego spojrzenie, wpatrzona była w jego oczy. Jego lekko opuszczone powieki sprawiały że blondynka czuła się jakby on jej pragnął, nie wiedziała że tak jest naprawdę. Pomimo wszystko podobało jej się to, czuła się przez to wyjątkowo, rzadko kiedy miała na coś takiego okazję. Dość długo utrzymywali ze sobą kontakt wzrokowy, przez co też po pewnej chwili Des spuściła wzrok i zaczęło jej się robić ciepło.
- Słodko. - powiedział przygryzając wargę i łapiąc dziewczynę za podbródek.
Des czując się niekomfortowo wyrwała się mu i obróciła głowę w drugą stronę.
- Powinnaś się zastanowić zanim coś zrobisz nie jesteś u siebie. - odparł wkurzony.
- W każdej chwili mogę wyjść. - rzuciła pewnie.
- Tam? Przed chwilą bałaś się wyjść z auta, małe szanse że wróciłabyś sama do domu, prędzej w worku w kawałkach lub w ogolę byś nie wróciła. Tu dziewczyny takie jak ty nie mają szans na przetrwanie. Nie byłoby miło gdyby coś Ci się stało. - mówiąc to zgasił papierosa mocno zgniatając go o popielniczkę.
Dziewczyna widząc to odczytała to jako groźbę więc wolała siedzieć cicho i być posłuszna do puki nie znajdzie się w we własnym domu. Nagle do biura wpadł Jones i poprosił Biebera na słówko, ten przepraszając blondynkę podniósł się i ruszył za kumplem, który wszedł do kuchni. Brązowooki oparł się o ścianę i co chwilę wypatrywał czy czasem dziewczynie nie przyjdzie głupota do głowy i nie spróbuje uciec, gdzie jest naprawdę niebezpiecznie.
- Co się tak tam patrzysz? - zapytał Michael.
- Pilnuje żeby coś głupiego jej nie nasunęło się na rozum, nie czuje się tu zbyt dobrze.
- No wiesz to nie jest jedna z tych twoich dziwek Swagger nic dziwnego że źle się czuje w takim miejscu jak to, w końcu wpadła Ci w łapska normalna dziewczyna i chyba ma na ciebie dobry wpływ, tak zauważyłem że odkąd się zorientowałeś że włamałeś się do niej jesteś jakiś inny.
- Bo mi zależy tak trochę bardzo.
- Na niej? - zdziwił się wiedząc że szatynowi rzadko na czym zależało.
- Pojebało Cię?! Oczywiście że nie, zależy mi na kasie i przyjemnościach jakie mogę mieć dzięki niej.
- Jesteś pewien? Nawet to twoje spojrzenie jest takie. Wszedłem do pokoju, a ty normalnie wpatrzony w nią jak w jakiś obrazek.
- To tylko i wyłącznie by nie zorientowała się, że coś jest na rzeczy.
- Yhym jasne, na żadną się tak nie lampiłeś, chłopie widziałem nawet jak ona na ciebie patrzy, znam się na rzeczy. Mi to tam obojętne jaki jesteś, ale wiem że tobie nie, a że jesteśmy jak bracia to powiem Ci coś, jeśli chcesz być tym Swaggerem co byłeś przed tą całą akcją, albo daj sobie spokój, albo miej się na baczności, bo mam dziwne przeczucie że to będzie miała fatale skutki, w szczególności dla ciebie.
                    Roxana od jakiś trzydziestu minut siedziała z telefonem w ręce i zastanawiała się co ma robić, niby przyjaźniła się z Johnson jednak dalej nie pałała do niej jakimś wielkim uczuciem, z drugiej strony nie chciała mieć dziewczyny na sumieniu, po tej chwili namysłu wstała i zaczęła chodzić nerwowo po pokoju, nie mogła sobie znaleźć miejsca, próbowała wymyślić co ma zrobić w takiej sytuacji. W końcu postanowiła, zatrzymała się i spojrzała na Shana.
- Jadę po nią, nie mam ochoty potem znaleźć ją gdzieś czy słyszeć przez resztę mojego życia że Swagger jej coś zrobił.
- A wiesz chociaż gdzie ona jest? - zapytał.
- A gdzie Bieber zabiera laski gdy ma na nie ochotę, raczej nic romantycznego nie wymyśli i nie wyjedzie z nią nie wiadomo gdzie, jest zbyt wielkim idiotą żeby wymyślić coś dobrego.
Wybiegła z domu i wskoczyła na swój czerwony motor od razu go odpaliła i z piskiem opon odjechała zostawiając za sobą tylko czarny ślad. Na szczęście droga nie była długa, po paru minutach była na miejscu. Wiedziała do czego zdolny jest szatyn, dlatego choć pokonała tak mały dystans wolała się zaopatrzyć w coś szybkiego, w szczególności że w planach miała wyrwać z jego łap Destiny. Od jakiś ponad dwóch lat More nie ufa Justinowi, kiedyś było inaczej Rox nawet podkochiwała się w przystojnym dupku którego każdy nazywał Swaggerem. Przeżyła z nim dużo, dlatego też wie z kim ma do czynienia. Najbardziej zabolała ją jedna rzecz o której wie tylko ona i brązowooki, obiecała sobie że nigdy mu tego nie wybaczy i również to był powód nienawiści jaką darzyła chłopaka. Zatrzymała się pod domem bo właśnie podejrzewała że w tym miejscu aktualne znajduje się jej kumpela. Zsiadła z maszyny i powoli zaczęła zmierzać w stronę drzwi, popchnęła je i weszła do środka, od razu skierowała się do pokoju gdzie był Bieber.
- Mówiłam Ci żebyś się od niej odpierdolił. - wpadła do pokoju krzycząc.
- Widocznie nie usłyszałem, zresztą jak widzisz jest cała i zdrowa, nic jej się nie stało. - mówił z lekkim uśmieszkiem na twarzy by bardziej zirytować Roxanę.
Destiny nie mogła zrozumieć, dlaczego jej przyjaciółka jest tak zdenerwowana, przecież Justin nie chciał jej chyba nic zrobić, pomimo jego dziwnych gatek nie wydawał się bardzo zły jak o nim zazwyczaj mówiono. More podeszła bliżej nich i wyciągnęła z jego paczki papierosa. Bieber od razu wystawił rękę z zapalniczką żeby odpalić, jednak brunetka wyrywał mu ją i sama sobie poradziła rzucając nią potem w chłopaka.
- Johnson wyjdź z tego domu i czekaj moim czerwonym Morsonie, ale nie dotykaj do puki nie przyjdę.
Blondynka trochę zmieszana, spojrzała na szatyna ostatni raz i chwilę uśmiechając się wyszła z pokoju, a potem z domu tak jak kazała jej More. Stanęła obok motoru i czekała aż ujrzy w drzwiach Roxy, natomiast ona przez chwilę w ciszy wypalała swojego papierosa. Bieber wpatrzony w dziewczynę z radosną miną, przygryzał wargę udając, że to iż More przeszkodziła mu w rozkochiwaniu w sobie Des nie miało dla niego znaczenie, pomimo tego że było wręcz przeciwnie. Gdyby nie był tak aktualnie opanowany rozszarpał by dziewczynę na strzępy, wprost gotowało się w nim. Rox podeszła do niego i kładąc nogę na jego kroczu, zbliżyła się do jego twarzy, zgniatając przy tym jego klejnoty.
- Tkniesz ją tylko to nie będzie miał czym sobie przyjemność zadawać skurwielu. - powiedziała dmuchając mu w twarz.
- Radzę Ci piękna zabrać tą nogę, zdajesz sobie sprawę z kim zadzierasz?
- Gdybym nie wiedziała to bym tego nie robiła, jestem bardzo świadoma kim jesteś, jesteś nikim, zerem. Od tamtego momentu jesteś dla mnie przegrany, martwisz się tylko o własny tyłek, o własne dobro. Jeszcze Ci się nie odpłaciłam, ale już wkrótce zrobię to z nawiązką.
- Oh no tak zemsta. - zaśmiał się. - Chris sam zgotował sobie taki los.
Brunetka nie wytrzymała i z całej siły uderzyła go w policzek z otwartej ręki, na co chłopak złapał się za żuchwę i zaczął nią ruszać. Pokręcił parę razy głową by dać More do zrozumienia, że postąpiła bardzo źle i nie powinna tego robić. Spuścił wzrok, po czym po chwili otworzył oczy, w których dziewczyna zobaczyła piekło, wściekłość jaka go ogarnęła, zmroziła ją trochę aż odsunęła się od niego na bezpieczną odległość. Wstał i łapiąc za stół odrzucił go w kąt. Od razu podszedł do dziewczyny i chwytając ją jedną rękę w pasie, a drugą za jej nadgarstek przytwierdził ją do ściany tak mocno, że aż osiemnastolatka jęknęła. Przysunął się do niej blokując ją swoim ciałem, usta Biebera były obok jej ucha, tak że słyszała jego nerwowy i przyśpieszony oddech.
- Ostrzegam... - wyszeptał.
Spojrzał w jej oczy, które chciały go zabić, miał nadzieje że dziewczyna się wkurzy, tak też się stało. Po chwili puścił ją, znów się uśmiechając. More patrzyła się na niego cały czas i zmierzała powoli ku wyjściu. Wiedział że nie ma z nim szans fizycznie jednak mogła mu się odpłacić słownie.
- Zgiń w piekle sukinsynie.
Swagger rzucił zabójcze spojrzenie w jej stronę, co od razu poderwało ją do biegu. Wybiegając z domu podleciała do motoru, Des widząc zdenerwowanie na twarzy dziewczyny przeczuwała coś niedobrego.
- Wsiadaj na motor szybko! - krzyczała More odpalając Morsona.
Destiny nie zastanawiając się usiadła za nią i chwyciła mocno w pasie, wiedząc już że nie będzie to miła przejażdżka po czym odjechały bardzo szybko.
- Gdzie są kurwa kluczyki od mojego motoru Mike. - zapytał wpadając do zadymionego pokoju i widząc swojego kumpla z dwoma dziewczynami na łóżku.
- A co laska Ci uciekła?
- Przez More, dopadnę szmatę. Gdzie są te cholerne kluczyki pytam się! - krzyczał poirytowany.
- Leżą na dole na komodzie w garażu. - rzucił i zaczął się przyglądać przyjacielowi, który już miał wychodzić. - Stary co ty masz rękę odbitą na twarzy?
- Nie teraz... - odparł groźnie trzaskając drzwiami.
Brązowooki szybko zbiegł na dół i wpadł do garażu, chwycił za kluczyki wskoczył na swój czarny motor i otwierając drzwi garażowe wyjechał z niego z piskiem opon, zauważając czerwoną maszynę oddalającą się od niego skierował się za nią, zostawiając za sobą tylko dym z rozgrzanych opon. Przymrużył oczy, ciągle przyspieszając z niesamowitą prędkością doganiał Rox. Brunetka widząc że dziewiętnastolatek jest coraz bliżej, również przyspieszała, mijając zwinnie auta, modliła się żeby nie wpaść na któreś z nich. Niebieskooka nie miała pojęcia co się dzieje, była wystraszona, ale udało jej się wydusić parę słów.
- Czemu przyjechałaś? - zapytała.
- Ponieważ wiem jaki jest Swagger i do czego jest zdolny, ale nie myśl że się o ciebie martwiłam, po prostu nie chciałam mieć Cię na sumieniu i Shane mi kazał.
- Jasne, jasne a czemu uciekamy? - dopytywała dalej.
- Bo on nas goni, logiczne nie? - zaśmiała się.
Blondynka zaczęła się uśmiechać, strach który przed chwilą ogarniał jej cale ciało minął, życie którego doświadczała teraz zaczynało jej się bardzo podobać. Było to dla niej coś nowego, a zarazem ekscytującego. Dźwięk stłumionego powietrza kiedy mijały samochody, dawał jej do zrozumienia że prędkość jaką osiągają była zabójcza, jednakże już jej to nie denerwowało, wręcz przeciwnie. Puściła More z mocnego uścisku i chwyciła się za skórzane siedzenie. Oglądając się za siebie widziała Justina, pomimo że brunetka miała o nim takie, a nie inne zdanie Destiny wprost pociągało do niego, miał coś w sobie co sprawiało, że przyciągało ja o niego jak magnez. W pewnym momencie Johnson odwrócił głowę do przodu.
- Roxana czerwone!
- Nie dla mnie... - powiedziała przyspieszając i w ostatniej chwili przejeżdżając przez skrzyżowanie przed pędzącymi w jej stronę pojazdami.
- Szalona! - krzyknęła trochę podekscytowana niebieskooka.
- To pikuś, ty jeszcze mnie szalonej nie widziałaś. Gdzie Cię odwieźć?
- Kierunek mój dom.
                    Wciąż stał na czerwonym, wpatrywał się w światło, nawet kiedy pojawiło się zielone dalej tam stał, pojazdy przejeżdżające i trąbiące na niego w ogóle go nie ruszały, dopiero po jakimś czasie wkurzony postanowił sobie dać dziś spokój, wiedział że Johnson i tak do niego wróci, był tego pewny. Wyjechał prosto przed jakieś auto, zawrócił motor i jadąc pod prąd, znów pędził przed siebie. Tym razem w inne miejsce, chciał się wyciszyć, więc wrócił do domu. Zostawiając maszynę pod budynkiem wpadł do kamienicy i wybiegając na górę wszedł do mieszkania.
- Justin? Justin to ty? - usłyszał głos Tiny.
- Tak, to ja... - powiedział podchodząc do schorowanej kobiety. - Chcesz czegoś?
Chora spojrzała na niego i uśmiechnęła się, Tina wiedziała gdy coś jest na rzeczy, z trudem podsunęła się do góry i nic nie mówiąc zaczęła się przez chwilę wpatrywać się w swojego przybranego syna.
- Czemu się tak na mnie patrzysz? - zapytał oschle.
-Przyglądam się temu czemuś co z ciebie wyrosło. - zaśmiała się próbując rozluźnić napięcie które odczuwała między nimi.
- Jak widzisz nic dobrego...
- Mógłbyś mi zupę zalać bo jestem trochę głodna, czy coś się stało? Jesteś taki jakiś dziwny, coś poszło nie tak?
- Nie przyszedłem na spowiedź Tina, miałem nadzieje, że przynajmniej tutaj zaznam odrobiny spokoju.
- Wybacz, jak będziesz chciał pogadać to wiesz, że zawsze tu jestem nigdzie stąd się nie ruszam. - powiedziała żartując sobie ze swojego stanu.
Chłopak wstał i ruszył powoli w stronę kuchni nie reagując na te żarty, otworzył jedną z szafek zapełnioną sztucznym chińskim żarciem i wyciągnął jakąś zupkę, wsypał ją do kubka i wlewając wodę do czajnika włączył go odstawiając na miejsce. Czekając aż się zagotuje, brązowooki oparł się o blat i wyciągnąwszy naszyjnik z kieszeni zaczął się w niego wpatrywać po raz kolejny. Zaczął zastanawiać się nad tym co powiedział mu jego przyjaciel, czy jego plany związane z Johnson nie zaważą na jego życiu obecnym, w końcu Mike miał racje mówiąc, że Destiny nie jest jedną z tych jego dziwek. Może to dziwne, ale Justin nigdy nie miał kontaktu z normalnymi dziewczynami, gdy był młodszy był zupełnie kimś innym, wstydliwy chłopak bojący się zagadać do jakiejkolwiek laski, potem wpadł w dość złe dla niego towarzystwo, które go zmieniło, często spotykając się dzięki nim z płcią przeciwną, której zależało tylko na zabawie nie nauczyło go zbytnio jak powinno się naprawdę postępować z kobietami. Owszem Tina starała się go nauczyć szacunku i tych podobnych, jednak większy wpływ mieli na niego jego ziomki.




Od autorki: Wiem, może na razie rozdziały nie są jakieś bardzo ciekawe, ale to dlatego że są to początki opowiadania i akcja dopiero się rozkręca, jednak mam nadzieje, że Wam się podoba. Liczę na przynajmniej 20 komentarzy :)


CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli już przeczytałaś/eś rozdział, proszę zostaw w komentarzu swoją opinię :)

Rozdział [ 7 ]

                    Justin był wpatrzony w dziewczynę, a że nigdy nie doświadczył czegoś takiego czuł się dziwnie, zazwyczaj nie rozmawiał zbyt długo ze swoją zdobyczą tylko po krótkim flircie brał się do działania. Tym razem było inaczej, no może nie do końca ponieważ chciał tylko sprawiać wrażenie uprzejmego, tak naprawdę to co aktualnie mówiła do niego Johnson w ogolę go nie interesowało, w jego głowie rozpoczęła się walka z ujarzmianiem chęci dobrania się do Destiny.
- Nie porównuj mnie do niego. - parsknęła dając Bieberowi do zrozumiana że nie jest w zbyt dobrych stosunkach ze swoim ojcem.
- Aż tak źle? - uśmiechnął się zadziornie.
- To nie twoja sprawa... - odparła przyspieszając.
- Daj spokój, chce Cie tylko poznać.
- Przepraszam, ale nie ufam ludziom.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- Bo zadają się ze mną tylko dlatego że mam pieniądze.
Szatyn przełknął ślinę, czując jakby blondynka go przejrzała, jednak wiedział, że nie może pokazać tego po sobie, jeśli chce osiągnąć sukces. Zaczął się sztucznie uśmiechać.
- Wiem coś o tym, jak masz pieniądze wszyscy chcą się z tobą zadawać, w celu uzyskania jakiś korzyści.
- A ty skąd tak dobrze o tym wiesz?
- Mam trochę kasy, chyba na biednego nie wyglądam co? - powiedział rozchylając ręce i oglądając się.
Jednakże prawda była inna, Justin może wiedział jak to jest bo kiedyś przez pewnie okres miał dużą sumę pieniędzy i wykorzystuje to teraz, ale aktualnie, ledwo ma na jedzenie. Drogie rzeczy które posiada obecnie były skradzione, zakupione przez jego trenera na zachętę do brania udziału w walkach, albo kupione za pieniądze zarobione w jakikolwiek inny nielegalny sposób. Czasem Bieber zamiast zostawić pieniądze które udało mu się zdobyć, na naprawdę potrzebne rzeczy, wolał wydać na coś co pokazałoby że nadal jest przy kasie, ale nie tylko to było powodem bezmyślności chłopaka. Mówi się że jeśli nie miało się nic, a potem dostaje się naprawdę dużo, człowiek boi się to stracić, Swagger stracił praktycznie wszystko i nie chciał tego odczuć, bał się powracać do dawnych czasów, dlatego robił wszystko żeby zdobyć pieniądze, nie interesowało go jakie wielkie jest ryzyko, dla pieniędzy i swojej opinii zrobiłby wszystko.
- Wyglądasz całkiem nieźle.
- Mam nadzieje że całkiem nieźle, znaczy u ciebie zajebiście.
- Narcyz z ciebie wiesz?
- Oj przesadzasz, ja po prostu wiem że jestem mega przystojny i laski na mnie lecą, to się nazywa bycie narcyzem proszę Cię, ja bym to nazwał pewnością siebie.
Johnson spojrzała na dziewiętnastolatka ze zdziwieniem marszcząc przy tym czoło i przewracając oczami. Justin widząc to uśmiechnął się zalotnie zdając sobie sprawę że Des zaczyna go lubić, miał nadzieje że sprawy między nimi potoczą w jak najszybszym tępię. Nagle Bieberowi do głowy wpadł świetny pomysł, dzięki któremu często laski mu ulegały, z nadzieja że i tym razem się uda zaczął działać.
- Co ty na to żeby gdzieś się przejechać?
- Że niby ja miałabym wsiąść do twojego samochodu i jechać gdzieś z tobą?
- Czytasz mi w myślach piękna? - zaczął poruszać dziwacznie brwiami w górę i w dół.
- Nie, po prostu nie jestem na tyle głupia na jaką chyba Ci wyglądam, zresztą gdyby mój ojciec zobaczył, że wsiadam razem z tobą od razu by za mną pojechał.
- Więc poczekaj tu chwilę...
Dziewczyna zatrzymała się i podążyła wzrokiem za biegnącym chłopakiem, który kierował się w stronę swojego samochodu, nie byli daleko więc szybko się z tym uwinął. Wsiadł do pojazdu i nawracając ruszył w jej stronę. Kiedy był już przy niej zatrzymał samochód i otworzył okno.
- Wsiadaj. - powiedział uśmiechając się.
- Chyba sobie żartujesz, ledwo Cię znam nie wsiądę do tego auta.
- Przecież Cię nie zgwałcę.
Des zrobiło się trochę głupio, nie chciała żeby brązowooki, którego dopiero poznała tak pomyślał, stwierdziła że nic jej się przecież złego nie stanie, Swagger nie wyglądał na takiego, który chciałby ją wykorzystać, jednak pozory mylą. Po chwili zastanowienia, podeszła bliżej auta. Szatyn nachylił się aby otworzyć jej drzwi, które w chwili gdy weszła do pojazdu zatrzasnęły się.
                    W tym samym czasie w dzielnicy Bronx na ulicy 452 Jackson Avenue obok parku Saint Mary's w małym budynku, dochodziła do siebie Roxy po wczorajszej imprezie razem ze swoimi przyjaciółmi z którymi tam mieszkała. Shane jako jedyny którego nie trzymał kac z powodu takiego iż w ogolę praktycznie nic nie pił oprócz paru piw które na niego w ogolę nie podziałały, siedział przy oknie podpierając się o policzek i dumając nad pewną sprawą. More w pewnym momencie zaczęła wiercić na sofie tak że aż tancerz który leżał obok niej dostał z pięści w twarz, nie ruszyło go to, jednak Shana wyrwało z przemyśleń, spojrzał na brunetkę i czekał aż spadnie. Nie życzył jej tego ale tak też się stało, Roxana po jakiejś chwili wylądowała z hukiem na ziemi i momentalnie się ocknęła ze snu. Wtedy też tancerz wrócił do dalszego wyglądania przez okno i rozmyślania. Dziewczyna widząc swojego przyjaciela z dziwną miną przetarła oczy, z trudem zaparła się rękoma i podniosła się. Moment stała bez ruchu przez aby znów się nie wylądować na ziemi i uważając żeby nie nadepnąć na któregoś z leżących na podłodze, ledwo widząc podeszła do niego bardzo powoli i cicho, przynajmniej się starała.
- Nad czym tak myślisz? - zapytała zachrypniętym głosem.
- Hmm? Ja nad niczym, co Ci się śniło?
- To co zwykle, taniec i my wygrywający kasę w ulicznych konkursach, ucieczka przed policją i takie tam, prawie bym zabiła jednego policjanta no... Tematu nie zmienisz, a więc o czym myślisz?
- Nie istotne, czasem po prostu muszę myśleć o czymś bardzo intensywnie i właśnie teraz jest taka chwila.
- Powiedz mi, nie bądź taki. - błagała przez jakiś czas, a następnie usiadła mu na kolanach.
Rox lubiła zbliżać się do swojego przyjaciela, a jemu to nie przeszkadzało, traktował ją jak młodszą siostrę, w końcu był od niej straszy o pięć lat i przez dość długi czas się nią opiekował.
- Znowu udajesz miłą żeby coś ode mnie wyciągnąć, co cwaniaczku? - zaśmiał się.
- Nie, aktualnie zbyt bardzo doskwiera mi kac żebym w jakikolwiek sposób mogła Ci dogryzać.
- Ok, niech Ci będzie... Chodzi o Destiny... - powiedział wzdychając.
- Nie mów że coś do niej czujesz bo padnę na twarz tak jak przed chwilą z sofy.
- Zwariowałaś? Chodzi mi o to że stała się jedną z nas tak?
- No w pewnym sensie tak.
- No właśnie, a my ją wczoraj zostawiliśmy ze Swaggerem i nie mamy pojęcia co się z nią stało. Dzwoniła do ciebie dawała jakiś znak życia?
- Nie, ale przecież wiesz dobrze o tym że ona musi umieć sobie radzić, zadając się z nami może ją spotkać coś gorszego niż Swagger.
- Wiem o tym, tylko że ona dopiero zaczyna do nas się wkręcać, a już ma kłopoty, powinnaś wczoraj za nią pójść.
- Chciałam dla niej dobrze, zresztą czemu miałabym ja za nią latać? Od pewnego czasu wszystko związane z nią ja muszę wykonywać.
- Może dlatego że dobrze Ci to idzie i wychodzi na dobre. Zadzwoń do niej, wtedy będę spokojniejszy.
- Czemu sam do niej...
- Roxana... - przerwał jej.
- Dobra, dobra już dzwonię zadowolony?
Wstała z jego kolan trochę wkurzona i rzucając się z impetem na sofę chwyciła swój telefon który tam leżał, zaczęła szukać numeru przyjaciółki, a gdy tylko go znalazła zaczęła dzwonić, czekając aż jej nowa znajoma odbierze. Wtedy właśnie Johnson usłyszała że coś jej dzwoni i przerwało jej rozmowę z niedawno poznanym chłopakiem. Wyciągnęła telefon z kieszeni i odebrała.
- Roxana? - zapytała.
- Ty żyjesz?! Nic Ci nie jest? Zamartwiamy się o ciebie, wczoraj tak uciekłaś, a potem on poleciał za tobą.
- Zorientowałam się, czekaj czemu miałoby mi coś być. - zdziwiła się i spojrzała na Justina.
- Swagger, on jest zły, trzymaj się od niego z daleka to dupek.
- No to może być trudne... - powiedziała ciszej.
- Nie mów że on teraz jest z tobą. - odparła More rozszerzając przeraźliwie powieki. - Destiny posłuchaj mnie, nie możesz się z nim spotykać, on to jedno wielkie zło wcielone.
- Zadzwonię do ciebie później okej?
- Johnson! Nie, Johnson do cholery jasnej!
Blondynka rozłączyła się i jakby nigdy nic uśmiechnęła się do dziewiętnastolatka siedzącego obok niej, zaniepokoiły ją ostrzeżenia przyjaciółki przez co zaczęła się zastanawiać czy ten zabawny chłopak naprawdę jest taki zły? Czy musi się go obawiać? Skoro do tej pory nic jej takiego nie zrobił to może nie ma złych zamiarów? Takie i inne pytania aktualnie chodziły po głowie niebieskookiej, jednak w głębi duszy miała nadzieje, że jej nic nie zrobi.
- Kto dzwonił? - zapytał mrużąc podejrzliwie oczy.
- Znajoma, dobra znajoma.
- Dzwoniła More prawda? Ta tancerczka? - zaczął dziwacznie kiwać głową. - Pewnie nagadał Ci jaki to ja nie jestem zły. - odparł zniżając ton i naciskając jakiś przycisk zamknął drzwi samochodu.
Niebieskooka przeraziła się, nie wiedziała co się dzieje, może wsiadanie do tego auta było błędem.
- Nie, nie skądże... - powiedziała podłamanym głosem.
- Ona nie jest lepsza, kradzieże, bójki, ciągle jakiś nielegalny biznes. Zazdrości mi tego co mam, razem z całą resztą. - nacisnął pedał gazu i uśmiechnął podejrzanie wpatrując przed siebie - Radzę Ci na nich uważać mogą wplątać Cię w niezłe kłopoty. - obrócił się w jej stronę złapał i momentalnie chwycił dziewczynę za brodę lekko podnosząc do góry. - Nie byłoby miło gdyby stało się coś niedobrego tak ładnej osóbce jak ty.
- Dzięki za ostrzeżenie. - rzuciła obracając głowę w drugą stronę. - A jeśli to o czym mówiła Roxy to właśnie jest jego urok osobisty którego używa by coś zyskać, ale niby po co miałby to robić, skoro ma pieniądze i taki wygląd to przecież może mieć każdą, czemu akurat to mnie się uczepił? - mamrotała pod nosem. - O mój Boże...
- Co tam mamroczesz?
- Po co zamknąłeś drzwi? - zapytała niepewnie.
- Tam gdzie jedziemy jest bezpieczniej kiedy ma się je zamknięte.
Destiny otworzyła szeroko oczy i powoli obróciła głowę w jego stronę, przerażona zaistniałą sytuacją zaczęła się trząść. Justin zauważając to przyspieszył jeszcze bardziej, liczył że dziewczyna chwyci go za rękę, jak zazwyczaj robiły inne. Jednak tak się nie stało, z niesamowitą prędkością mijali ulice Manhattanu i zbliżali się do granic Bronx.
- Gdzie jedziemy?
- W pewne bardzo fajne miejsce.
- Czy nie jedziemy w stronę Bronx?
- Właśnie tak.
- Tam jest niebezpiecznie, zawróćmy błagam, zrobię wszystko tylko zawróć.
- Nie zrobisz wszystkiego, nie ufasz mi? Wydaję mi się że skoro wsiadłaś do mojego auta to darzysz mnie jakimś zaufaniem, nie znasz mnie zbyt dobrze, nie wiesz czy czasem czegoś nie planuję, nie wiesz czy czegoś Ci czasem nie zrobię, nie wiesz nic, ale jednak wsiadłaś i żyjesz. - popatrzył na przerażoną dziewczynę.
- Jeszcze żyję. - wymamrotała.
Bieber wyraźnie próbował manipulować psychiką blondynki, był w tym bardzo dobry. Lubił patrzeć jak ktoś się boi lub cierpi, wielu ludzi którzy stanęli mu na drodze mówili potem że ten co nazywają go Swagger ma serce z kamienia, nie potrafi kochać i najchętniej wypełniałby swoje życie zabawą, pannami lekkich obyczajów, pieniędzmi na których mu najbardziej zależało i swoją reputacją bycia najlepszym. Te wszystkie osoby mające o nim takie zdanie, a uwierzcie jest ich sporo, miało racje... Jednak jego zachowanie i poglądy na świat oraz jego wyimaginowane życie przez własnego siebie nie wzięło się znikąd, nie był to jego jakiś wymysł czy próba zabicia monotonicznego życia jakiego nienawidził, było ono spowodowane otoczeniem w jakim się wychował, młody chłopaczek nie znał swoich biologicznych rodziców, został przygarnięty przez pewną dziewczynę, ale nawet gdy to się stało nie powodziło mu się zbyt dobrze, pomimo że miał dużo pieniędzy i był rozpieszczany przez Tinę, chłopak jego opiekunki nie akceptował go, nie planował opieki nad małym dzieckiem, czasem nawet go torturował, był bezwzględny wobec niego, a Justin wchłaniał wszystko, zachowanie, nawyki. Teraz przekłada to na swoje życiem wyżywa się na wszystkim czym może, nawet kiedy nie chce nie potrafi powstrzymać złych emocji które wychodzą z niego. Kiedyś cierpiał widząc że rani ludzi, z czasem przyzwyczaił się do tego i zaczęło sprawiać mu to przyjemność, czasem zdarza mu się myśleć nad krzywdą jaką komuś zrobi, ale to bardzo rzadko i tylko wtedy kiedy mu bardzo na kimś zależy.
- Jesteś głupia... - powiedział poirytowany.
- Proszę?
- Gadanie do siebie nic Ci nie pomoże, trzeba było zastanowić się zanim wsiadłaś do auta, jesteś aż tak bardzo naiwna? Podobno nie ufasz ludziom...
Osiemnastolatka zaczęła wpatrywać się w chłopaka, nie wierząc, że ten zabawny i zadziorny szatyn zmienił się w kogoś tak bezdusznego, chciała stamtąd jak najszybciej uciec jednak nie miała jak, pojazd jechał zbyt szybko, a drzwi były zamknięte, była w pułapce, jednakże jej natura nie pozwalał sobie na takie traktowanie, nie potrafiła milczeć w sytuacji gdy tak ją ktoś traktował cicha i miła dziewczyna, zamieniła się w buntowniczkę.
- More miała racje jesteś zwykłym zapatrzonym w siebie dupkiem! - krzyknęła.
Nagle samochód gwałtownie się zatrzymał, Destiny bezwładnie przechyliła się do przodu i gdyby nie ręce które wystawiła przed siebie uderzyłaby głowa w tapicerkę. Dziewczyna przeżyła lekki i chwilowy zawał, jej oddech był nerwowy. Podniosła wzrok do góry i ujrzała biały dom , który nie wyglądał zbyt przyjemnie. Kamienna twarz Swaggera trochę ją zaniepokoiła, zaczęła się zastanawiać czy to co przed chwila powiedziała nie było kolejnym błędem, który popełniła dzisiejszego dnia.



Od autorki: Bardzo Was przepraszam, że musieliście czekać na rozdział tak długo, są wakacje i powinnam dodawać je częściej, jednak okazuje się że mam bardzo mało czasu. Ostatnio mam duże problemy z zabraniem się za pisanie kolejnych części opowiadań, nie jest to spowodowane brakiem weny bo pomysłów mam dużo, tylko brakiem chęci, nie wiem dlaczego tak jest, mam nadzieje że będziecie wyrozumiali i cierpliwi, a ja postaram się to Wam wynagrodzić <3

Zapraszam na mojego instagrama gdzie dodaję moje rysunki, będę wdzięczna jeśli wyrazicie na ich temat swoją opinię :)

Pytania zadawajcie tutaj > ASK



CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Jeśli już przeczytałaś/eś rozdział, proszę zostaw w komentarzu swoją opinię :)